Part I - Almanach Utraconych Dusz (wydanie drugie) - Co mogę powiedzieć, to moja pierwsza książka. Trochę jak pierwsze dziecko, pierworodny syn. Kiedy ją pisałem, nie miałem pojęcia, jak się powinno pisać. Wiedziałem tylko, że chcę spróbować stworzyć własny świat. Dziś widzę już więcej. Wiem, że lubię postacie, które stworzyłem, i świat, który z nich wyrósł. Oczywiście, podoba mi się on także dlatego, że jest mój. I mam świadomość, że reakcje czytelników będą różne. Jak to w życiu: jednemu się spodoba, drugi wzruszy ramionami, trzeci nazwie to grafomanią i uzna, że autor nie powinien w ogóle pisać. I w porządku - tak właśnie działa odbiór sztuki. Ja zachwycałem się Sapkowskim, ktoś inny uznał go za nudnego. Ja mogę słuchać Vadima Zelanda czy Neville’a Goddarda, oczarowała mnie „Potęga teraźniejszości” Eckharta Tolle, tak jak kiedyś „Alchemik” Coelho, a dla kogoś innego to tylko puste słowa. Piszę więc z jedną prostą nadzieją: że znajdzie się ktoś, komu ten debiut będzie bliski. Kto nie zobaczy w nim wyłącznie błędów, ale także intencję, klimat i próbę opowiedzenia czegoś własnego. To była moja pierwsza próba - nieidealna, momentami surowa. Dlatego po czasie postanowiłem do niej wrócić, poprawić ją i przygotować drugie wydanie, dopracowane dwa lata później. Bo dlaczego miałbym tego nie zrobić? To moja historia. A na nią, mam pełne prawo.
Part II - Almanach Utraconych Dusz - Zesłanie - To już moje drugie dziecko, tym razem córka. Postać Lunaire naprawdę tu wymiata i tym razem niczego nie żałowałem… no, może za parę lat będę żałował, ale to już inna historia 😉 Książka jest mocno przesiąknięta Goddardem i Zelandem, ale wciąż pozostaje fantastyką, opowieścią o świecie, który wcale nie jest taki fantastyczny. Trochę science fiction, trochę mitów i fantasy, odrobina thrillera, szczypta mojego dziwnego poczucia humoru i sporo pytań, na które nie zawsze ma się ochotę znać odpowiedzi. Sam oceń. A jeśli przeczytasz - koniecznie zostaw opinię na Empiku.
Karafka Wieczności to moje trzecie dziecko… choć w gruncie rzeczy powinno być pierwszym. Właśnie od tej książki najlepiej zacząć czytelniczą przygodę, zwłaszcza że jest to prequel - opowieść o wydarzeniach sprzed Almanachów. Tutaj wszystko gra: świat, klimat i fundamenty całego uniwersum. To pełnoprawna fantasy, ale nie taka jak wszędzie indziej. Nie jest to ucieczka od rzeczywistości - raczej zaproszenie do zajrzenia w głąb siebie, w bohaterów i w sens ich wyborów. To nie jest lektura lekka. Czasem trzeba się zatrzymać, wrócić myślami, pozwolić historii wybrzmieć. Tę książkę się czyta uważnie, nie da się przez nią po prostu „przepłynąć”